Punkt na osi czasu i życia
Najnowszy tomik Marka Czuku to majstersztyk kompozycji. Cykl poetycki „Forever” opiera się na pomyśle prostym, klarownym i wynikającym z natury rzeczy. A naturą rzeczy jest przemijanie. Nie czasu, bo on trwa i jest jedynie miernikiem tego, co przemija naprawdę.
W ostatni dzień roku pozwolę sobie na truizm: to my przemijamy. I myśl może mniej oczywista – z przemijaniem jakoś trzeba dać sobie radę. Marek Czuku pokonuje przemijanie orężem pamięci. W wierszach buduje portret człowieka, który nie zapomina: ludzi, pejzaży, wydarzeń.
Tomik „Forever” to 31 migawek poetyckich o tytułach oznaczających kolejne lata: „1960”, „1961”, „1962”… Od urodzin łódzkiego poety do roku rozpoczynającego długą przerwę w jego twórczości. Nic ciekawego?
A jednak przeczytałam te wiersze z przyjemnością. Prostota kompozycji, uroda słowa, dyskretny urok humoru – tym właśnie dałam się uwieść. Jest jednak jeszcze i coś innego – punkty wspólne na osi czasu. Czytelnik ma prawo do egoizmu: trzeba było wnikliwie przestudiować wiersz „1973”.
A także zdać sobie sprawę, że to właśnie 26 lat po maturze łódzki poeta zatelefonuje do mnie, ponieważ rok wcześniej postanowiłam omówić z uczniami w gimnazjum jego wiersz „Róbta, co chceta” opublikowany we „Frondzie”. I jeszcze uzmysłowić sobie to, że kiedy kwitły kasztany dla łódzkiego maturzysty, na ulicy Jaracza – prostopadłej do Piotrkowskiej, przy której maturzysta mieszkał jako noworodek – umierał mój pradziadek.
Dziś pamiętam go tylko z gestu częstowania landrynkami. I także dziś wyciągam ze skrzynki pocztowej przesyłkę z najnowszym tomikiem Marka Czuku.
Jutro będzie już 2011.

Dyskusja
Chcesz skomentować? Rozpocznij dyskusję »